DLACZEGO HUTA STARA

 

Huta w moim życiu była od zawsze. Już, jako dziecko słyszałem rozmowy rodziców, krewnych czy znajomych toczone przy różnych okazjach. Niewiele z tych rozmów rozumiałem, nie wiedziałem, o czym i o kim starsi rozmawiają. Bo jak rozumieć, kto to jest Szkura, Kanyczka, Bliściurka czy Krzesłaty. Temat rozmów również był jakiś taki nieciekawy - UPA, banderowcy, chodzenie do szkoły czy kościoła na bosaka, śpiewy, tańce i takie tam różne nieciekawe sprawy.

Pierwsze moje zainteresowanie "tymi różnymi nieciekawymi sprawami" nastąpiło w połowie lat dziewięćdziesiątych. Zaczęło się od korzeni rodzinnych, zrobienie drzewa genealogicznego poszło szybko dzięki moim rodzicom, którzy dostarczyli mi dane i faktycznie byli twórcami prawie 90% drzewa.

    

Kiedy w czerwcu 2006 roku od rana do wieczora przez dwa dni w Archiwum Akt Dawnych w Warszawie, przeglądałem księgi metrykalne parafii w Monasterzyskach, poczułem się trochę dziwnie, odniosłem wrażenie, że przeglądam dane osób mi znanych, o których coś wiem. Bobik, Charęza, Drużga, Krzyszowski, Braszka ..

Były to nazwiska znane mi od zawsze a jednak obce.

Sam nie wiem, kiedy, coraz częściej w internecie zacząłem szukać informacji o tamtych stronach. O Hucie Starej nie było nic. Czasami była wymieniana przy okazji, jako część parafii, że znajdowała się obok innej miejscowości i nic więcej, żadnych konkretnych danych.

Pewnego dnia rzuciłem hasło: "jedziemy na Hutę", pomysł podchwycił najmłodszy brat ojca Franciszek. I tak po kilku przekładanych terminach udało się. 2 czerwca 2007 roku w towarzystwie Franka i jego dzieci Agnieszki, Bartka i Mateusza (syn Bartka) stanąłem na "Hucie". Wizyta krótka a przede wszystkim bardzo mokra (lało jak z cebra) i oczywiście znowu natłok różnych myśli i pomysłów. Rozpocząłem zbieranie danych o mieszkańcach. I znowu nieocenieni okazali się moi rodzice. Dzięki ich pamięci udało się ułożyć wykaz rodzin, plan Huty, wykaz osób pochowanych na cmentarzu i wiele innych informacji. Mnie tak wciągnęła historia Huty Starej i losy jej mieszkańców, że rozpocząłem poszukiwania żyjących hutniaków. Najpierw: Dolny Śląsk, Częstochowa, Myszków i wreszcie Pomorze Zachodnie.

 

I znowu tak jak w archiwum, gdziekolwiek, u kogokolwiek byłem miałem wrażenie, że my się znamy. A przecież nigdy tych ludzi nie spotkałem, chyba, że jako dziecko. Wystarczyło, że przedstawiłem się a byłem witany jak długo niewidziany członek rodziny. Wszystkie rozmowy, jakie odbyłem sprowadzają się do jednego - wielka tęsknota oraz wielki strach - po ponad 60 latach ludzie z tamtych stron tęsknią a jednocześnie boją się.

I znowu po głowie zaczęły krążyć różne myśli w wyniku, których powstała ta strona.

 

Może ktoś przeczyta i będzie już wiedział, że była kiedyś taka wieś i żyli w niej ludzie.  Dzisiaj nie ma tej wsi i prawie nie ma tych ludzi, ale mogą pozostać ...... w naszej pamięci.

 

 

Roman Romanów